Zamknęli....zamknęli mój ulubiony lump:( To już trzeci w ciągu niewielkiego czasu. I gdzie ja będę te lalki łowić:(?
Na szczęście kolejka w poczekalni jeszcze się ciągnie, ale jak tak dalej pójdzie to mój grajdołek będzie lumpeksową pustynią:(
A to wyłapane ostatnio...
Kiedy wypatrzyłam jej żółtą czuprynę to myślałam, że trafił mi się kolejny dzwoneczek. :)
Wydaje mi się szalenie podobna do małej, wesołej wróżki z Piotrusia Pana.
Laleczka obdarzona jest sygnaturką Made in Hong Kong i niczym więcej.
Oprócz głowy wykonanej z gumy reszta ciałka jest plastikowa i dość solidnie wykonana.
Sama buzia jest starannie wyprofilowana i pomalowana.
Jest bardzo, ale to bardzo fotogeniczna. Ma jeden z ładniejszych buziaków wśród moich lalek mających nazwę Hong Kong na ciałku. Może to jakiś klonik, ale nic mi nie przychodzi do głowy.
Do laleczki idealnie pasuje wyłowiony w przepastnym pudle z pluszakami mój pierwszy pluszak od Steiffa. Firma ta kojarzyła mi się głównie z pluszowymi misiami.
Piesek w stanie idealnym zachował wszystkie swoje dodatki: obróżkę z nazwą i klips z metką na uchu.
Piesek nazywa się Hexie. Firma Steiff produkowała je w latach 1954 - 1974.
W tym samym pudle znalazłam pochodzącą z tej samej firmy, ale już współczesną owcę - aktualnie dołączyła do ulubieńców do spania mojej młodszej córki.
Firma Steiff posiada bardzo ciekawą historię.
Założona przez Margarete Steiff w roku 1887, jako firma szyjąca odzież. Pierwszą zabawką był słoń uszyty w roku 1885, który zapoczątkował serię pluszowych zwierzaków. Co ciekawe pierwszy miś uszyty przez Steiffa nie wzbudził entuzjazmu na odbywających się targach w Lipsku. Tam ostatniego dnia zauważył go amerykański dystrybutor zabawek. W Ameryce trwał wtedy bum na te pluszaki zapoczątkowany przez historię misia Roosevelta.
Firma działała przezywając wzloty i upadki, łącznie z zawieszeniem działalności. Nieprzerwanie funkcjonuje ona od 1947 roku do dzisiaj. Ich zabawki charakteryzuje bardzo wysoka jakość.
http://zapomnianezabawki.pl/historia-pluszowego-misia/
Jak w poprzednim poście pisałam ...oto przydasie z jarmarku.
Na jednym ze stoisk odkryłam panią robiącą biżuterię m.in z modeliny Fimo.
Zakupiłam bransoletkę dla starszej córy - była zachwycona:) Mnie też bardzo się podoba ze względu na lalkowe możliwości :)
Córa rozbroić nie da. Na szczęście pani miała dużą promocję na "jedzeniowe" kolczyki i te pójdą do rozbrojenia. Sama mi je wyszukała, kiedy przyznałam się do lalkowego hobby:) Bardzo pani dziękuję:)