poniedziałek, 18 września 2017

Tęsknotki

Wyjeżdżam jutro z moimi podopiecznymi na krótkie wczasy. Napaliliśmy się na uroczą pogodę a tu pach brrrr.
W sierpniu prognoza na wrzesień wyglądała bardzo obiecująco....niestety za oknem hula wiatr.
Słota zagościła na całego i widziałam już pierwsze gotujące się do odlotu ptaki.
Taki smuteczek mnie ogarnął i tęsknotka za słoneczkiem.
Odgrzebałam więc zdjęcia znad morza kiedy było słonecznie, cieplutko i bajecznie po prostu:)

Na zdjęciach lalka, która jest już długo u mnie, ale jakoś nie miała okazji się pokazać.
To chyba Tressy. Nie ma żadnej sygnatury a mam już jedną tyle, że blondynkę.
Wyciągane włosy, kluczyk wszystko jest, brak tylko sygnatury.



Miałam problem z ustawieniem, podparłam się więc patyczkiem.











Jak mam oceniać to brunetka podoba mi się dużo bardziej niż blondyneczka od Palitoy.






wtorek, 12 września 2017

Prosto z Dzikiego Zachodu

Lalka, którego dzisiaj pokażę kupiłam już jakiś czas temu. Jako miłośnik westernów a za młodziaka i przygodówek maści wszelakiej bardzo się ucieszyłam z tego znaleziska.

Oto Old Firehand z mattelowskiej serii Big Jim z lat 70'.


W moich zbiorkach z tej serii znajduje się już Indianin.


Przyznam, że nowy nabytek jest w ociupinę lepszym stanie, posiada bowiem swoje własne i bardzo bujne owłosienie:)


Ruchowo jest sprawny a pompka na plecach poruszająca ramieniem sprawna.




                                          (wybaczcie kota z tyłu, ale się wpakował  znienacka)



Do serii wydano różne ciuchy i akcesoria.


                                                    (zdjęcia pochodzą z ebay'a)


Lalek na sobie ma oryginalne buty i kurtkę. Resztę zagubił gdzieś po drodze zapewne.

Ode mnie otrzymał broń (nie ta epoka, ale pasuje:)). Spodnie i pas na pistolet miał na sobie.


Przyznam szczerze, że postać Old Firehanda z książek Karola Maya była przeze mnie mało lubiana.
Dobra, nie lubiłam go wcale. Dużo bardziej odpowiadał mi Old Surehand.
Z lalka natomiast bardzo się cieszę:)











Może kiedyż i Winnetou i Nscho Tschi się przytrafi:)




niedziela, 10 września 2017

Wspominkowo

Wiem, że długo mnie nie było i to nigdzie...
Ostatni czas mocno dał mi w kość, życie osobiste, praca ....totalna karuzela. Żeby jeszcze była wesoła, ale nie. Niestety mało kolorowy zawrót głowy. Przede mną jeszcze odwiedziny w przybytku zwanym sądem. Słabo przyjemne niestety.
Mam nadzieje, że limit nieszczęść na ten rok w końcu się wyczerpał. Jedyny plus w tym wszystkim jest taki, że schudłam ;)
Z tego wszystkiego blog, lalkowanie zarosło kurzem. 

Dzisiaj powiedziałam sobie w końcu dość. Czas zabrać się do roboty. Odkurzyć komputer, lalki i siebie a przede wszystkim siebie. 

Mimo zawirowań lalkowanie istniało. Łażenie po lumpkach, graciarniach, giełdach coś się wygrzebało od czasu do czasu. 

                                        Popierdółki lalkowe.....



                                        Okulary dla Elki



I takie tam różne......





Prezenty na urodziny od rodzinki kochanej - lalkowe oczywiście:)

Na dzień dobry a właściwie na dobry wieczór dzisiejsze drobiazgi z giełdy.


Na dobry powrót wspominkowo z urlopu.
Zapraszam na solidny spam zdjęciowy.

Urlop spędziliśmy rodzinnie na wyjazdach i zwiedzaniu różnych zakątków.
Na wycieczki starałam się zabierać ze sobą jakiś plastik czyli lalkę.
Jeśli mowa o rodzinie to przedstawiam nowego członka.
Oto nasz nowy nabytek: kotka zwana Nescą (od kawy) - poprzedni kot opuścił nas niestety.



Zaprzyjaźnia się z naszą świniną Olkiem



Oczywiście jak zwykle zagościliśmy nad morzem gdzie towarzyszyła mi blond Shibajuku.



Po ponad dziesięciu latach udaliśmy się do Malborka. Stwierdziliśmy, że młodsza córa jest na tyle duża, że da radę. Zwiedzaliśmy z audio przewodnikiem - super rozwiązanie.
Po tylu latach zamek, jego wnętrze i wystawy ...zupełnie jakbyśmy byli pierwszy raz.


Na zamek zabrałam nową pieguskę.


Wystawa bursztynu - kolia bardzo mi się spodobała:)


 Między murami ogród z różami.




Wystawa sztuki sakralnej, piękne rzeźby.


Pojechaliśmy także do Dąbrówki koło Wejherowa, gdzie mieści się muzeum techniki wojskowej. Coś dla miłośników starych pojazdów.


W tej wyprawie w kieszeni pojechał mały francuzik Petit Colin.






Do muzeum w Kartuzach i upiornej kolegiaty towarzyszyła mi z kolei mała Francuzka także od Petit Colin.



W samym muzeum jako dodatek do eksponatów np. wózków czy łóżeczek siedziały, albo leżały różne lalki.







Zagościliśmy także w Biskupinie. Pierwszy raz w życiu zwiedzałam osadę i byłam zachwycona.
Mały niebieski lisek zadowolony był także.









W drodze do Biskupina wpadliśmy do muzeum wąskotorówek w Wenecji.
Dwie Sindi posiedziały na pociągach.




Pojechaliśmy także do Solca Kujawskiego gdzie mieści się dinopark. Może nie jest szalenie duży, ale można miło tam spędzić czas. Moja kotołaczka też tak twierdzi.







Stałym elementem naszego wypoczynku jest Zoo. Niestety nie zabrałam lalki.
Pierwszy raz zwiedziliśmy motylarnie.



Nie zabrałam tez lalki na grzyby gdzie rosły pyszne kurki.


To już chyba wszystko na ten dobry stary początek.
Bardzo dziękuję za cierpliwość:))))

A tera powoli zacznę odkurzać wasze blogerowe nowinki lalkowe.