Na miejscu zamkniętego lumpu otworzono drugi - nic ciekawego, ale na półce stała ona...
Potargana w poprutej miejscami sukience, ale w butach...piękna, ruda....Meygana:)
Lalka z mojej życzeniowej listy....ach :) Obok stały monsterki, ale jak zobaczyłam rudzielca, to on zasłonił mi resztę. Zrejestrowałam tylko obecność wampirki bez jednej ręki.
Całą drogę do domu, gładziłam i cmokałam z zachwytu. Ze wszystkich Bratzillaz , choć podobają mi się wszystkie, tylko tę jedną pragnęłam mieć:)
Na zdjęciach w pudełku wyglądała sobie tak.
Moja posiadała okulary wymagające podmalowania, buty, jeden kolczyk i sukienkę.
Na potrzeby bloga, pożyczyła ubranie od swojej kuzynki Bratz i poszła zwiedzać:)
Lubi fiolet i lekki róż....
Pasują jej też błyszczące dodatki....
Ale i stylową czaszką nie pogardzi...
Jestem nią absolutnie zachwycona, ale uczciwie powiem, że posiada defekt w postaci krzywego zgryzu. Czy ktoś już wyrównywał lalce zęby?
Udało mi się też spełnić dwa inne lalkowe życzenia, ale na razie muszą się ogarnąć:)
wtorek, 7 lipca 2015
sobota, 4 lipca 2015
Lalka z pieskiem i przydasie z jarmarku
Zamknęli....zamknęli mój ulubiony lump:( To już trzeci w ciągu niewielkiego czasu. I gdzie ja będę te lalki łowić:(?
Na szczęście kolejka w poczekalni jeszcze się ciągnie, ale jak tak dalej pójdzie to mój grajdołek będzie lumpeksową pustynią:(
A to wyłapane ostatnio...
Kiedy wypatrzyłam jej żółtą czuprynę to myślałam, że trafił mi się kolejny dzwoneczek. :)
Wydaje mi się szalenie podobna do małej, wesołej wróżki z Piotrusia Pana.
Laleczka obdarzona jest sygnaturką Made in Hong Kong i niczym więcej.
Oprócz głowy wykonanej z gumy reszta ciałka jest plastikowa i dość solidnie wykonana.
Sama buzia jest starannie wyprofilowana i pomalowana.
Jest bardzo, ale to bardzo fotogeniczna. Ma jeden z ładniejszych buziaków wśród moich lalek mających nazwę Hong Kong na ciałku. Może to jakiś klonik, ale nic mi nie przychodzi do głowy.
Do laleczki idealnie pasuje wyłowiony w przepastnym pudle z pluszakami mój pierwszy pluszak od Steiffa. Firma ta kojarzyła mi się głównie z pluszowymi misiami.
Piesek w stanie idealnym zachował wszystkie swoje dodatki: obróżkę z nazwą i klips z metką na uchu.
Piesek nazywa się Hexie. Firma Steiff produkowała je w latach 1954 - 1974.
W tym samym pudle znalazłam pochodzącą z tej samej firmy, ale już współczesną owcę - aktualnie dołączyła do ulubieńców do spania mojej młodszej córki.
Firma Steiff posiada bardzo ciekawą historię.
Założona przez Margarete Steiff w roku 1887, jako firma szyjąca odzież. Pierwszą zabawką był słoń uszyty w roku 1885, który zapoczątkował serię pluszowych zwierzaków. Co ciekawe pierwszy miś uszyty przez Steiffa nie wzbudził entuzjazmu na odbywających się targach w Lipsku. Tam ostatniego dnia zauważył go amerykański dystrybutor zabawek. W Ameryce trwał wtedy bum na te pluszaki zapoczątkowany przez historię misia Roosevelta.
Firma działała przezywając wzloty i upadki, łącznie z zawieszeniem działalności. Nieprzerwanie funkcjonuje ona od 1947 roku do dzisiaj. Ich zabawki charakteryzuje bardzo wysoka jakość.
http://zapomnianezabawki.pl/historia-pluszowego-misia/
Jak w poprzednim poście pisałam ...oto przydasie z jarmarku.
Na jednym ze stoisk odkryłam panią robiącą biżuterię m.in z modeliny Fimo.
Zakupiłam bransoletkę dla starszej córy - była zachwycona:) Mnie też bardzo się podoba ze względu na lalkowe możliwości :)
Córa rozbroić nie da. Na szczęście pani miała dużą promocję na "jedzeniowe" kolczyki i te pójdą do rozbrojenia. Sama mi je wyszukała, kiedy przyznałam się do lalkowego hobby:) Bardzo pani dziękuję:)
Na szczęście kolejka w poczekalni jeszcze się ciągnie, ale jak tak dalej pójdzie to mój grajdołek będzie lumpeksową pustynią:(
A to wyłapane ostatnio...
Kiedy wypatrzyłam jej żółtą czuprynę to myślałam, że trafił mi się kolejny dzwoneczek. :)
Wydaje mi się szalenie podobna do małej, wesołej wróżki z Piotrusia Pana.
Laleczka obdarzona jest sygnaturką Made in Hong Kong i niczym więcej.
Oprócz głowy wykonanej z gumy reszta ciałka jest plastikowa i dość solidnie wykonana.
Sama buzia jest starannie wyprofilowana i pomalowana.
Jest bardzo, ale to bardzo fotogeniczna. Ma jeden z ładniejszych buziaków wśród moich lalek mających nazwę Hong Kong na ciałku. Może to jakiś klonik, ale nic mi nie przychodzi do głowy.
Do laleczki idealnie pasuje wyłowiony w przepastnym pudle z pluszakami mój pierwszy pluszak od Steiffa. Firma ta kojarzyła mi się głównie z pluszowymi misiami.
Piesek w stanie idealnym zachował wszystkie swoje dodatki: obróżkę z nazwą i klips z metką na uchu.
Piesek nazywa się Hexie. Firma Steiff produkowała je w latach 1954 - 1974.
W tym samym pudle znalazłam pochodzącą z tej samej firmy, ale już współczesną owcę - aktualnie dołączyła do ulubieńców do spania mojej młodszej córki.
Firma Steiff posiada bardzo ciekawą historię.
Założona przez Margarete Steiff w roku 1887, jako firma szyjąca odzież. Pierwszą zabawką był słoń uszyty w roku 1885, który zapoczątkował serię pluszowych zwierzaków. Co ciekawe pierwszy miś uszyty przez Steiffa nie wzbudził entuzjazmu na odbywających się targach w Lipsku. Tam ostatniego dnia zauważył go amerykański dystrybutor zabawek. W Ameryce trwał wtedy bum na te pluszaki zapoczątkowany przez historię misia Roosevelta.
Firma działała przezywając wzloty i upadki, łącznie z zawieszeniem działalności. Nieprzerwanie funkcjonuje ona od 1947 roku do dzisiaj. Ich zabawki charakteryzuje bardzo wysoka jakość.
http://zapomnianezabawki.pl/historia-pluszowego-misia/
Jak w poprzednim poście pisałam ...oto przydasie z jarmarku.
Na jednym ze stoisk odkryłam panią robiącą biżuterię m.in z modeliny Fimo.
Zakupiłam bransoletkę dla starszej córy - była zachwycona:) Mnie też bardzo się podoba ze względu na lalkowe możliwości :)
Córa rozbroić nie da. Na szczęście pani miała dużą promocję na "jedzeniowe" kolczyki i te pójdą do rozbrojenia. Sama mi je wyszukała, kiedy przyznałam się do lalkowego hobby:) Bardzo pani dziękuję:)
piątek, 3 lipca 2015
Operetka
W końcu mam kilka dni wolnego....nareszcie :) Trochę błogiego lenistwa, fizycznego i psychicznego wypoczynku:) Mam nadzieję, że nadrobię zaległości w internetach:)
W naszym nieście pod szumną nazwą "wielki" rozpoczął się jarmark. Poszłam oczywiście się rozglądnąć : mnóstwo rękodzieła, wyrobów regionalnych i chińszczyzny. Jutro wybieram się drugi raz gdyż nie wszystkie stoiska były zagospodarowane. Niestety lalek ani wyrobów lalkopodobnych nie było:( Kupiłam kilka drobiazgów, ale o nich jutro (bo może coś się jeszcze trafi).
Więc dzisiaj pokażę moją ulubioną monsterkę.:)
Podobają mi się i zachwycają różne, ale ta ognistowłosa panienka ląduje na miejscu pierwszym w moim rankingu. :)
Operetta nazywana przeze mnie Operetką jest cudna i już:)
Wypatrzyłam ją za dobrą cenę na allegro. Naga za wyjątkiem dodatków - maska, opaska i szyjna "obróżka" była w stanie idealnym.
Otrzymała letni kombinezon, pożyczyła buty i powędrowała na podwórko....
(koszyk z pieczywkiem kupiony na bazarku)
(na moich mikroporzeczkach zaczęły dojrzewać owoce)
W naszym nieście pod szumną nazwą "wielki" rozpoczął się jarmark. Poszłam oczywiście się rozglądnąć : mnóstwo rękodzieła, wyrobów regionalnych i chińszczyzny. Jutro wybieram się drugi raz gdyż nie wszystkie stoiska były zagospodarowane. Niestety lalek ani wyrobów lalkopodobnych nie było:( Kupiłam kilka drobiazgów, ale o nich jutro (bo może coś się jeszcze trafi).
Więc dzisiaj pokażę moją ulubioną monsterkę.:)
Podobają mi się i zachwycają różne, ale ta ognistowłosa panienka ląduje na miejscu pierwszym w moim rankingu. :)
Operetta nazywana przeze mnie Operetką jest cudna i już:)
Wypatrzyłam ją za dobrą cenę na allegro. Naga za wyjątkiem dodatków - maska, opaska i szyjna "obróżka" była w stanie idealnym.
Otrzymała letni kombinezon, pożyczyła buty i powędrowała na podwórko....
(koszyk z pieczywkiem kupiony na bazarku)
(na moich mikroporzeczkach zaczęły dojrzewać owoce)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
