Cytując moją ulubioną czarownicę z Pratchetta, czyli Babcię Weatherwax:
"Nie jestem martfa" , tak jak u babci moja świadomość ostatnimi czasy fruwała sobie. W moim przypadku poza lalkowym światem. Powinnam zostawić wiadomość na blogu, wyleciało mi to z głowy.
Oczywiście nie oznacza to porzucenie lalkowego hobby, lalki sobie pomalutku przybywały, rosły na kupce, albo jak stwierdziła to moja córa - znowu coś topisz w wannie?
Niestety stwierdziłam w naszym grajdołku regularne utraty miejscówek lalkowych. Lumpy się zamykają, na targu z pierdołkami coraz biedniej:( Tylko od czasu do czasu coś w łapki wpadnie - poważnie odczuwam posuchę :(
W pracy kolejne wyzwania - zbierają mi sporo czasu a mam wrażenie, że coraz go mniej.
W zdrowiu - cały czas walczę z nosem i zatokami choć laryngolog stwierdził, że nic nie widzi a mnie się wszyscy pytają czy chora jestem:(
Dowiedziałam się też, że zimą można się odwodnić tak samo jak latem - drętwienie kończyn nie jest przyjemne a płyny nawadniające smakują obrzydliwie:( Nauczyłam się, że na samej kawie człowiek nie uciągnie:)
A teraz po lalkowej przerwie fotograficzny skrót (do rozwinięcia na później mam nadzieję)
Część lalek wymaga jeszcze pracy : lepienia ubytków i kuracji benzacne ;)
Mój lalkowy duży tancerz Marin Chiclana w końcu doczekał się tancerki w swoim rozmiarze:))
Zaspokoiłam moje lalkowe chciejstwo : długo zwlekałam:))
Wyczaiłam słodką pyzę, którą zobaczyłam na blogu u Królika :))
Trochę klasyki też się znalazło.
Odkryłam, że w tym roku (na koniec) będzie swoja premierę miał nowy Winnetou i spłynęło na mnie natchnienie w związku z kupioną Kirą.
A tak będzie wyglądało nowe wcielenie Apacza ....
Zaczęłam też kupować za grosze ciała i tym sposobem moje łepki Belli otrzymały swoja szansę:)
Nie szleje za Bratzkami, ale jak zobaczyłam to afro...:))
Przybłąkała się też Merida......
Małe zarazki...
I średnie zarazki.....
I ciut większy jeszcze do wyczyszczenia.....
Powiększyła się męska ekipa.
Z czego blondyn z Thunderbird wymaga dużo czasu:(
Z większych rozmiarów rudzielec z Design a Friend i maluch mrużący oczko od Famosy.
Dopiero co ogarnęłam moje Sindy...
A tu dzisiaj trafia mi się kolejny buziak...
I ciekawostka : niby Sindy - głowa ok, ale ciałko wydmuszka : plastik total.
Pierwszy raz coś takiego widzę: składaczek, wersja kioskowa...nie wiem sama.
Bardzo dziękuję za nominację, :))))