czwartek, 17 marca 2016

Zachciewajki

Matko jestem skonana. Najgorszy dyżur ranny następujący po nockach.  Piękna pogoda za oknem ,a ja marzę o spaniu:)

Dość bredzenia:)

Lalki na krótko mignęły w fotograficznym skrócie, w poprzednim wpisie.
Długo do nich podchodziłam i wzdychałam, aż w końcu miły market urządził promocje i pach kupiłam dwie za jednym machnięciem. Z całej ekipy Barbie City Shine te dwie chwyciły mnie za serducho i zauroczyły na całego.

Zdjęcia zrobione zostały nad morzem (wolny weekend akurat miałam), kiedy bursztynem trochę sypnęło i ładnymi widokami.




Lalkowe włosy rozwiewał wiatr a morze pięknie szumiało...















Jeszcze raz dziękuję za nominację- obmyślam odpowiedzi:)

środa, 16 marca 2016

Żyję





Cytując moją ulubioną czarownicę z Pratchetta, czyli Babcię Weatherwax:

"Nie jestem martfa" , tak jak u babci moja świadomość ostatnimi czasy fruwała sobie. W moim przypadku poza lalkowym światem. Powinnam zostawić wiadomość na blogu, wyleciało mi to z głowy.

Oczywiście nie oznacza to porzucenie lalkowego hobby, lalki sobie pomalutku przybywały, rosły na kupce, albo jak stwierdziła to moja córa - znowu coś topisz w wannie?
Niestety stwierdziłam w naszym grajdołku regularne utraty miejscówek lalkowych. Lumpy się zamykają, na targu z pierdołkami coraz biedniej:( Tylko od czasu do czasu coś w łapki wpadnie - poważnie odczuwam posuchę :(

W pracy kolejne wyzwania - zbierają mi sporo czasu a mam wrażenie, że coraz go mniej.
W zdrowiu - cały czas walczę z nosem i zatokami choć laryngolog stwierdził, że nic nie widzi  a mnie się wszyscy pytają czy chora jestem:(
Dowiedziałam się też, że zimą można się odwodnić tak samo jak latem - drętwienie kończyn nie jest przyjemne a płyny nawadniające smakują obrzydliwie:( Nauczyłam się, że na samej kawie człowiek nie uciągnie:)

A teraz po lalkowej przerwie fotograficzny skrót (do rozwinięcia na później mam nadzieję)

Część lalek  wymaga jeszcze pracy : lepienia ubytków i kuracji benzacne ;)


Mój lalkowy duży tancerz Marin Chiclana w końcu doczekał się tancerki w swoim rozmiarze:))



Zaspokoiłam moje lalkowe chciejstwo : długo zwlekałam:))



Wyczaiłam słodką pyzę, którą zobaczyłam na blogu u Królika :))



Trochę klasyki też się znalazło.





Odkryłam, że w tym roku (na koniec) będzie swoja premierę miał nowy Winnetou i spłynęło na mnie natchnienie w związku z kupioną Kirą.




A tak będzie wyglądało nowe wcielenie Apacza ....


Zaczęłam też kupować za grosze ciała i tym sposobem moje łepki Belli otrzymały swoja szansę:)



Nie szleje za Bratzkami, ale jak zobaczyłam to afro...:))



Przybłąkała się też Merida......

Małe zarazki...

I średnie zarazki.....

I ciut większy jeszcze do wyczyszczenia.....



Powiększyła się męska ekipa.



Z czego blondyn z Thunderbird wymaga dużo czasu:(


Z większych rozmiarów rudzielec z Design a Friend i maluch mrużący oczko od Famosy.



Dopiero co ogarnęłam moje Sindy...



A tu dzisiaj trafia mi się kolejny buziak...
I ciekawostka : niby Sindy - głowa ok, ale ciałko wydmuszka : plastik total.
Pierwszy raz coś takiego widzę: składaczek, wersja kioskowa...nie wiem sama.




Bardzo dziękuję za nominację, :))))