sobota, 7 grudnia 2013

Dredy i warkoczyki

Odcieło nas od prądu i od świata a miałam takie plany - świąteczne porządki, pierniki, pierogi...a tu buuu wietrzysko linie zerwało.
Na dworze mamy zaspy po kolana - zgroza...
Jeszcze rano awaria nie była zlokalizowana (od wczoraj) a i tak jesteśmy szczęśliwcami, gdyż w sąsiedniej gminie dopiero teraz zabłysły światła.

 Teraz usiadłam na chwilę przed kompem więc taki tylko szybki post.

To dwie panny jakże różne od siebie...


Obie znalezione w SH golutkie i w przypadku jednej oblezione czymś w rodzaju pleśni:( tylko cif dał radę).

To właśnie ta ocalona od nadmiaru pleśni. Na głowie nazwa Disney a na plecach China.
Myślę, że jest to Aurora tzn. Śpiąca Królewna.
Zabrałam ją ze sobą, gdyż zdumiał mnie jej układ głowy, jak nic osobliwość...




Nawet nie wiem jak to nazwać...wydłużenie twarzo - czaszki...? Jeszcze nie mam takiego cudu, szkoda, że na zdjęciu tak nie widać.


Bardzo przypomina mi z urody Meriadoka z Władcy Pierścieni :)

                                                             (zdjęcie z internetu)

Do tego posiada ona chudziutkie nogi i mini nóżki (zapomniałam miała swoje majtaski).


I rozbudowane walory górne...

 
Lalka miała na głowie coś na kształt zwiniętych loków. Moczone, zalane wrzątkiem nie poddały się...
Przy próbie rozczesania zaczęły wyrywać się pasma.
Co zrobić zawsze chciałam mieć lalkę z dredami...
Nawinęłam więc włosy bardziej, usztywniłam i proszę...
 
 
 



 
Niesforna ta księżniczka:)
 
 
 
A to już jej bardziej elegancka koleżanka z misterną fryzurą na głowie.
Gdzieś ją już widziałam , ale jakoś nie mogę wpaść na jej trop w celach identyfikacyjnych:(
Lalka była golutka, ale posiadała  bransoletki i kolczyki.
 
Bardzo podobają mi się jej lekko zmrużone oczy i kolor ust.
 

Niestety poprzedni właściciel przy próbie czesania powyrywał w jednym miejscu plecione warkoczyki, przy zaczesaniu udaję się zamaskować ów ubytek.





Ręka zgięta w łokciu niestety trochę "lata"...









 


środa, 4 grudnia 2013

Fanas Artesanos



Dziękuję za ostatnie komentarze i witam nowych obserwatorów :)

Cierpię na poważną dolegliwość zwaną brakiem czasu, którą potęguje końcówka roku. Moje nogi lalkowe czekają cierpliwie na obucie i ubranie. Połowy lalkowe też musiały ograniczyć swoją intensywność. Na blogi tylko chyłkiem zaglądałam:(
Wczoraj jednak stwierdziłam, że nie wytrzymam.... sklepy, SH wołały mnie z daleka, delirka ...to zdaje się są objawy odstawienia...
Poszłam i nie zawiodłam się lalek sporo. Wprawdzie przeważały standardowe bobasy, zjawiły się też bladolice staruszki, gazetkowe porcelanki  i lalki, które ujęły moje serducho.

Wyłowiłam ją z przepastnego pudła, nosi ślady użytkowania, ale jak  zobaczyłam ten buziak to od razu dostała imię - Carmen, jak bohaterka opery Bizeta.

Ubrana w swoje oryginalne ciuszki, zachowała firmową karteczkę z informacją, że jest ręcznie wykonana.


Szperając po sieci można się dowiedzieć, że firma pochodzi z Hiszpani. Ich porcelanowe wyroby podchodzą pod rękodzieło jako ręcznie robione. Tworzą oni również lalki autorskie we współpracy z artystami.

Moja Carmen jest laleczką siedzącą i bardzo specyficznie wykonaną.
Posiada głowę odlaną z tułowiem, który kończy się kwadratowym tyłkiem...



Trochę to przypomina doniczkę...

Kończyny są bezpośrednio przyklejone do ubranka, przy czym są od razu wypchane.


Same pantalony i bluzeczka pod suknią są przyklejone do tułowia bez żadnych sznurków, drucików - po prostu klej.

Buciki są namalowane.




Całość prezentuje się tak...





 






I udało dorwać mi się w mojej ulubionej graciarni szczyt marzeń z dzieciństwa (po naoglądaniu się amerykańskich filmów o świętach)...




Szukam inspiracji do lalkowej szopki tzn. żłóbka, jakby ktoś gdzieś coś widział to będę wdzięczna za cynk:)



wtorek, 26 listopada 2013

Sindy Pedigree Dolls & Toys 2002

W związku ze sporym zainteresowaniem zbiorowiskiem nóg z poprzedniego postu postaram się kolejno pokazywać właścicielki nóg:)

Tę laleczkę po raz pierwszy zobaczyłam u Zbieraczki Dziwaczki i pomyślałam, że świetnie pasowałaby do zbiorku. Sindy od Pedigree mam :) od Hasbro też się przyplątała, ale takiej jeszcze moje oczy nie widziały.
No i masz leży sobie to dziwo w SH i to jakie dziwo - doskonałe pasujące do gabinetu osobliwości:)
Dlaczego do gabinetu ? Proszę bardzo...


Lalka posiada iście wężowe ciało, które daje jej możliwości w stylu: wyginam ciało śmiało.
Przy tym stawy w łokciach i kolanach zginają się dodatkowo jak u Barbie itp.


Buziak sympatyczny choć w porównaniu do pierwowzoru Sindy wypada blado.
Pomysł z takim ciałem może i byłby fajny gdyby nie jego wykonanie. Przynajmniej w moim egzemplarzu - trefne:( Nie dałabym dziecku do zabawy) - no chyba, że tak ma być...?.

Wystające na zewnątrz elementy i to dość ostrawe ...zarówno na rękach jak i nogach, wyłażąca konstrukcja przy nadgarstkach...:(



Włosy zachowały swoją długość, jakość taka sobie - plączą i mechacą się na końcach, mogłyby być gęstsze. Co ciekawe lalka miała oryginalną żyłkę od mocowania z pudełka.


Za to głową może dotknąć ramion.



Poprzedni właściciel obwiązał mini gumeczką łapkę, po zdjęciu gumki została deformacja.


A tak zgina ciało śmiało...(trochę wężowato to wygląda)



Przez tę elastyczność zaistniał problem z butami, się stopy za mocno wyginają...


 
 Z okazji pierwszych opadów śniegu, lalka pożyczyła trepy od action mana i hajda na podwórko...











Ciąg dalszy nóg nastąpi...